21 czerwca 2017

Pierwszy dzień lata.
Idealny.
Chociaż poranek był rześki i nic nie zapowiadało tak cudnego, ciepłego dnia.
Pełen lodów.
I dziecięcego śmiechu.
Z rozbitym kolanem.
Z pierwszymi miłosnymi uniesieniami u jednych.
I z pierwszymi samodzielnymi wizytami u najlepszych kolegów - u drugich.
Pełen obietnic na lepsze jutro.

A ja czuję się lekka jak piórko. Z poczuciem, że w ciągu ostatnich tygodni zrobiłam kawał dobrej roboty. I że nic nie muszę.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz