23 czerwca 2017

Starszy oficjalnie rozpoczął wakacje.


Pamiętam swoje zakończenia roku w podstawówce- a wydaje mi się, że to było tak nie dawno - gdzie w duchu odliczałam godziny do wyjazdu na wieś. Spędzałam tam prawie dwa miesiące, co roku spotykałam tą sama ekipę dzieciaków.
Szwendaliśmy się po lesie, zbieraliśmy jagody i jeżyny.
 Budowaliśmy szałasy.
Robiliśmy ogniska - do tej pory czuję smak pieczonych ziemniaków. I czuję dreszczyk strachu na wspomnienie tych wszystkich historii o duchach które sobie opowiadaliśmy.
No i chodziliśmy na "plażę" czyli 10 m2 piasku nad brzegiem rzeki.
I pamiętam dyskoteki na świetlicy.
I nocne podchody. I mleko prosto od krowy.
No i był Radek - czyli moja niespełniona letnia miłość. Wzdychałam do niego w każde wakacje ;)
Potem wyjazdy na wieś się skończyły.
Była Hiszpania, Grecja, polskie morze, studenckie obozy.  Każde wakacje były wspaniałe. Ale żadnych nie wspominam z takim rozrzewnieniem jak tych na wsi.
Do żadnych tak nie tęsknię.
I jednocześnie czuje się szczęściarą, że mogłam uczestniczyć w czymś co można nazwać wakacyjną sielanką.


Chciałabym, żeby moje dzieci też tego doświadczyły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz